Pisał nałogowo, bywał na niemal wszystkich wydarzeniach kulturalnych, a później opisywał je swoim charakterystycznym językiem w recenzjach i felietonach. Prowadził bloga, który pozwolił mu na tworzenie tekstów rozbudowanych, pogłębionych krytycznie, długich i nieograniczonych ścisłymi regułami narzuconymi przez format gazety czy magazynu. Bo zawsze chciał dodać jedno zdanie więcej do – pozornie – spójnego i zamkniętego tekstu. A potem jeszcze jedno, a najlepiej cały akapit.
Andrzej potrafił się dzielić swoją wiedzą – prowadził na UMCS konserwatorium z recenzji teatralnej. Nigdy nie był zazdrosny, że młode pokolenie wyssie jego wiedzę i stanie się konkurencją, bo jego marzeniem było, by całe gazety codzienne były wypełnione tylko i wyłącznie recenzjami czy też tekstami o kulturze. A sam przecież, jak mówił, nie da rady tego wszystkiego napisać. Przez ostatnie lata swego życia był związany z Lubelskim Informatorem Kulturalnym „ZOOM”. Pisał recenzje, miał tu także swój kącik jako felietonista. Niemal w każdym numerze znalazło się miejsce dla Jego tekstów. Choć formalnie w tym czasie był już emerytem, jego potrzeba pisania nie zmalała i przynajmniej raz w tygodniu dzwonił do redakcji z propozycją nowego tekstu.